niedziela, 27 listopada 2016

Drzewko szczęścia z .... biedronki :)

Korzystając z tego że jeszcze możliwe jest robienie zakupów w niedzielę wybrałam się dziś do osiedlowej biedronki.

Tuż przy wejściu stoi zwykle paleta z kwiatami. Z reguły nie ma nic ciekawego, ale dziś wpadł mi w oczy kwiatek który bardzo lubię. Ostatni na półce okaz grubosza Crassula arborescens”, zwany popularnie drzewkiem szczęścia.

Mam w domu jego kuzyna, grubosza Hobbit, zwanego też "uszami Shrerka".
Oryginalne drzewko szczęścia miałam w domu kilka lat temu. Wyhodowane z małej odnóżki przyniesionej z pracy, rosło jak na drożdżach i po 10 latach osiągnęło imponujące rozmiary: pień był gruby jak mój nadgarstek i wysokość około metra.
Niestety, podczas porządków kwiatek przewrócił się i pień pękł dokładnie przy samej podstawie.
Potem z kilku zrobionych z niego sadzonek, połowę porozdawałam a reszta się nie przyjęła :(

Dlatego kiedy dziś zobaczyłam w sklepie tą mizerną sierotkę (pewnie została w sprzedaży, bo ludzie kupowali inne, bardziej wyrośnięte) postanowiłam zabrać ją do domu i jeszcze raz dać szansę gruboszowi :)

Cena świetna, mniej niż 10 zł za kwiatka w małej doniczce z osłonką.
Mimo listopada grubosz był w doskonałym stanie i właśnie zajął miejsce na parapecie.



O uprawie drzewka szczęścia było już u mnie na blogu (TUTAJ).
O postępach w hodowli tej roślinki będę z pewnością informowała!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz