Pigwowiec: Piękno, które nie boi się zapomnienia


To widok niemal poetycki: stary, spękany fundament domu, rdzewiejący płot, a tuż obok – eksplozja koralowej, krwistej czerwieni lub czystej bieli. Pigwowce to rośliny „do zadań specjalnych”. Tam, gdzie inne krzewy poddałyby się suszy i wyjałowionej glebie, one rozkwitają z uporem godnym podziwu.

Dlaczego warto zaprosić go do ogrodu (nawet tego nowoczesnego)?

Pigwowiec kwitnie na przełomie kwietnia i maja, często jeszcze przed rozwinięciem liści. Kwiaty są gęste, miododajne i wyglądają jak miniaturowe różyczki przyklejone bezpośrednio do pędów. Starsze okazy mają malowniczo powyginane, niemal orientalne sylwetki. Świetnie sprawdzają się jako naturalne, nieformowane żywopłoty, które są barierą nie do przejścia (zwłaszcza te tradycyjne, kolczaste odmiany).
Po spektakularnej wiośnie przychodzi czas na owoce. Twarde, aromatyczne i żółte – są skarbnicą witaminy C. Domowa nalewka „pigwówką” zwana, czy syrop do herbaty nie mają sobie równych.


Nowoczesność bez kolców
Jeśli Twoim jedynym wspomnieniem z dzieciństwa związanym z tym krzewem są podrapane ręce podczas zbierania owoców – mam dobre wieści. Nowoczesne odmiany są całkowicie bezkolcowe. 

Mała wskazówka: Pigwowiec kocha słońce. Im więcej promieni złapie wiosną, tym gęściej obsypie się kwiatami, a jesienią odwdzięczy się aromatycznym zbiorem, który zapachem wypełni całą kuchnię.

To roślina z duszą – łączy w sobie sentymentalny urok wiejskich ogrodów z wymaganiami dzisiejszego, zabieganego ogrodnika. Może warto znaleźć dla niej kawałek „trudnego” miejsca u siebie?

#pigwowiec 


Komentarze