Łąki kwietne to nie pokrzywowiska!
Podczas dzisiejszego spaceru w moim mieście, tuż obok parku, zaliczyłam bolesne bliskie spotkanie trzeciego stopnia... z pokrzywą. Jako alergiczka poczułam to wyjątkowo dotkliwie. Co więcej, to poparzenie wcale nie było dziełem przypadku. Kilkanaście metrów łąki kwietnej tuż przy uczęszczanej alejce opanowały blisko dwumetrowe pokrzywy!
Jasne, kocham miejską przyrodę. Ale na litość boską – łąka kwietna to nie pokrzywowisko!
Dzika natura w mieście jest w cenie, jednak dwumetrowe chaszcze parzące każdego, kto zbliży się do ścieżki, to już lekka przesada. Spacer alejką nie powinien przypominać programu survivalowego, zwłaszcza dla dzieci, czworonogów czy nas – alergików.
Drodzy włodarze, pamiętajcie: ekologia tak, ale bezpieczeństwo i estetyka tuż przy ścieżkach spacerowych to absolutna konieczność. Zanim kolejna miejska łąka zamieni się w dżunglę rodem z filmu akcji, warto zadbać o regularne koszenie chociażby pasów przy alejkach.
Dodałam zdjęcie ilustracyjne a nie zdjęcia z tego mojego parku, bo po telefonie do urzędu miasta obiecano zająć się sprawą i wykosić pokrzywy.


Komentarze
Prześlij komentarz